I Ogólnopolska Konferencja Środowisk Mikroszkół i Edukacji Domowej
DomoSzkoła zrodziła się z potrzeby innego tempa, indywidualnego podejścia do dzieci i z głębokiego przekonania, że edukacja nie musi wyglądać tak, jak ją znamy z naszych własnych szkolnych doświadczeń.
Przez lata obserwowałam dzieci we własnym domu oraz w pracy zawodowej. Widziałam, jak ich naturalna ciekawość gaśnie w tradycyjnych ramach, przez co brakuje im przestrzeni na swobodę i po prostu na bycie sobą.
Tworząc DomoSzkołę, wiedziałam, że nie chcę kopiować żadnego gotowego modelu. Chciałam stworzyć miejsce elastyczne i bliskie dzieciom, które opiera się na relacjach oraz współpracy. Kierowałam się wartościami ważnymi dla mnie jako mamy, nauczycielki i człowieka, czyli wolnością połączoną z odpowiedzialnością, bliskością natury oraz doświadczaniem realnego świata zamiast samej nauki z podręczników.
Największą motywacją były dzieci, które potrzebowały innej przestrzeni do rozwoju i odkrywania, że nauka może być źródłem radości.
Motywowała mnie też wiara, że edukacja dzieje się „mimochodem”. Dzieci uczą się przecież podczas codziennych rozmów, wspólnych projektów czy w trakcie pobytu w lesie, a nie tylko przy szkolnej ławce. Chciałam, aby trafiając do DomoSzkoły, mogły zachować naturalną ciekawość świata i autentyczną sprawczość.
Dziś wiem, że to była dobra decyzja. DomoSzkoła żyje, rośnie i zmienia się razem z dziećmi. A ja, choć codzienność bywa intensywna, czuję ogromną wdzięczność, że mogę towarzyszyć im na tej drodze.
„Dom jest pierwszym i najefektywniejszym miejscem, w którym można się uczyć życia: prawdy, honoru, samokontroli, wartości edukacji, uczciwej pracy oraz celu i przywileju życia”. – David O. McKay
Edukacja domowa to jedna z form spełniania obowiązku szkolnego. Często bywa mylona z nauczaniem indywidualnym lub zdalnym, jednak różnica między nimi jest ogromna.
W dużym skrócie: to rodzice biorą na siebie odpowiedzialność za kształcenie dzieci. Formalnie zapisują je do wybranej placówki, w której uczniowie zdają później roczne egzaminy. Może to być dowolna szkoła, choć najczęściej wybór pada na miejsca przyjazne edukacji domowej. Takie instytucje organizują egzaminy klasyfikacyjne, wydają legitymacje oraz świadectwa państwowe. Dzięki temu dziecko zyskuje dokładnie takie same prawa, jak uczniowie w systemie stacjonarnym.
Przyjazne placówki doskonale rozumieją specyfikę nauki poza tradycyjnymi ramami i w pełni akceptują ten styl życia. Przekłada się to na partnerskie podejście do całych rodzin oraz sprawną organizację formalności. Bardzo często tworzą one też przestrzeń do budowania społeczności, oferując spotkania integracyjne, wspólne wycieczki lub warsztaty.
Z każdego przedmiotu uczeń zdaje raz w roku jeden egzamin w wybranym przez siebie terminie. Uzyskana ocena trafia bezpośrednio na świadectwo. W przypadku potknięcia i niezdania egzaminu z dwóch przedmiotów, prawo przewiduje możliwość podejścia do sesji poprawkowej.
W tym systemie nie ma jednego wzorca. Każdy dom ma własny pomysł na realizację podstawy programowej. Rodziny pasjonujące się podróżami mogą swobodnie jeździć po świecie, łącząc naukę z odkrywaniem nowych kultur. Inne skupiają się na intensywnym uprawianiu sportu lub grze na instrumentach, wykorzystując elastyczny grafik do rozwijania talentów.
Niektóre domy stawiają na stały rytm i każdego ranka siadają do książek. Inne podchodzą do tematu bardzo spontanicznie, podążając za bieżącym zaangażowaniem dziecka. Wszystko zależy od rodzinnych priorytetów.
Jeśli rodzice szukają alternatywy dla tradycyjnej ławki szkolnej, ale ze względu na własne obowiązki nie mogą uczyć samodzielnie, mają do dyspozycji inne rozwiązania. Mogą stworzyć z innymi rodzicami kooperatywę, dzieląc się opieką nad grupą w poszczególne dni tygodnia. Inną opcją jest zaprowadzenie dziecka do miejsca takiego jak DomoSzkoła, gdzie podstawa programowa jest realizowana w sposób twórczy i nieszablonowy.
Jednym z najczęstszych przekonań jest to, że brak kontaktu ze zwykłą szkołą negatywnie wpływa na relacje rówieśnicze. Prawda wygląda zupełnie inaczej, ponieważ szkolny korytarz nie jest jedynym miejscem do zawierania przyjaźni.
Wbrew pozorom edukacja domowa nie oznacza siedzenia całymi dniami w pokoju. Dzieci uczące się w ten sposób często bywają na świeżym powietrzu i w różnych instytucjach znacznie częściej niż ich rówieśnicy, którzy spędzają po kilka godzin w zamkniętym budynku, a na wycieczki wyjeżdżają zaledwie dwa razy w roku.
Czy to rozwiązanie dla każdego? Dla większości dzieci tak, jednak nie każdy rodzic ma przestrzeń lub możliwości zawodowe, by podjąć się takiego wyzwania. Edukacja domowa bez wątpienia wymaga dużego zaangażowania ze strony opiekunów, ale w zamian staje się niezwykle pięknym i korzystnym fundamentem dla rozwoju dziecka.
Ja sama / ja sam” to słowa, które zapewne słyszał każdy rodzic. Podczas ubierania się, sprzątania, nakrywania
do stołu... Zwykle nie pozwalamy dzieciom na noszenie szklanych naczyń z obawy, że mogą się potłuc.
Gdy się spieszymy, najchętniej sami zakładamy dziecku buty.
Trudno wyobrazić nam sobie trzy lub czteroletnie dziecko obierające nożem warzywa lub smażące naleśniki. Obawiamy się, że może się skaleczyć lub poparzyć.
Z biegiem lat coraz rzadziej słyszymy “ja sama / ja sam”, a coraz częściej w odpowiedzi na naszą prośbę o pomoc “nie umiem / nie chce mi się”.
Ta niechęć do bycia samodzielnym przekłada się również na “teren” szkoły, gdyż w podawczym systemie nauczania nie ma czasu ani miejsca na to, by dziecko mogło samodzielnie robić notatki lub szukać odpowiedzi i rozwiązań na własną rękę.
Efektem jest brak umiejętności uczenia się, szukani“a informacji i wykorzystywania jej w praktyce.
Po co właściwie jest nam ta samodzielność? W końcu każde dziecko nauczy się samo jeść i ubierać, nawet jeśli przez wiele lat będziemy mu w tym pomagać.
Samodzielność i popełnianie błędów pomaga nam zdobywać własne doświadczenia, a na ich podstawie uczyć się nowości. Im szybciej dzieci potrafią samodzielnie robić różne rzeczy, tym łatwiej stają się bardziej pewne siebie.
Dzięki temu z odwagę i bez zbędnych barier uczą się kolejnych nowości. Nawet jeśli im coś nie wyjdzie, wiedzą,
że mogą próbować kolejny raz i czują przy tym nasze wsparcie.
Samodzielność jest jedną z najważniejszych umiejętności, jakie możemy przekazać naszym dzieciom. To nie tylko zdolność do radzenia sobie w codziennym życiu, ale także fundament, na którym opierają się inne umiejętności, takie jak pewność siebie, odpowiedzialność i umiejętność rozwiązywania problemów. Uczenie dzieci samodzielności
od najmłodszych lat przynosi korzyści zarówno im, jak i ich rodzinom oraz społeczeństwu jako całości.
Jak więc skutecznie wspierać rozwój samodzielności u dzieci?
Przede wszystkim zaufać dziecku i pokazać, że gdy będzie próbować, na pewno da radę.
Jeśli nie za pierwszym czy drugim, to za kolejnym razem. A my jako rodzic, opiekun będziemy je wspierać
i asekurować, gdy zajdzie taka potrzeba.
Warto również przekazać narzędzia, które pomagają stawać się samodzielnym młodym człowiekiem.
Jedną z takich pomocy jest przygotowanie dziecku planu działania na tablicy magnetycznej:
rano / wieczorem: ikonki z symbolami czynności, które mają zrobić (np. mycie zębów, ubrać się, zjeść posiłek),
dni tygodnia ze strzałką, którą codziennie rano mogą przesuwać, by wiedzieć, jaki jest dzień.
Gdy połączymy dni tygodnia z ikonami aktywności danego dnia, młody człowiek będzie miał możliwość przygotować odpowiedni strój lub akcesoria (np. na zajęcia sportowe bidon z wodą, a na zajęcia muzyczne instrument).
Warto pozwolić na samodzielne podejmowanie decyzji i ponoszenie ich konsekwencji - jeśli dziecko nie zapakuje przyborów szkolnych do plecaka, samo odczuje ich brak w szkole. W takim wypadku jest większa szansa,
że następnym razem przypilnuje, aby wszystko spakować.
Cenną lekcję damy, pozwalając na wykonywanie obowiązków domowych, takich jak składanie skarpetek, segregowanie prania według kolorów, zamiatanie.
Gdy dziecko nie słyszy słów krytyki, nie jest pospieszane, ani nie widzi, że poprawiamy po nim, czuje, że zrobił coś ważnego i chętniej podejmuje się nowych wyzwań i obowiązków.
Pozwólmy dzieciom na błędy:
- na stłuczenie szklanki (wbrew pozorom, nie tłucze ich się aż tak dużo, a nam dorosłym też się to czasami zdarza),
- na skaleczenie się podczas obierania marchewki (warto kupić zabawne plastry, które sprawiają, że ból szybko mija),
- na krzywo usmażone naleśniki (takie lepiej smakują).
Uczenie dzieci samodzielności to proces, który wymaga cierpliwości, wsparcia i konsekwencji. Kluczowe jest dostosowywanie zadań do wieku i możliwości dzieci, dawanie im wyboru i odpowiedzialności oraz tworzenie sprzyjającego środowiska. Poprzez wspieranie samodzielności, przygotowujemy dzieci do radzenia sobie
z wyzwaniami przyszłości, budowania pewności siebie, odpowiedzialności i umiejętności rozwiązywania problemów. Samodzielne dzieci to pewni siebie i odpowiedzialni dorośli.
Na początek warto zadać sobie kilka pytań.
Jaką ocenę wystawiliście swojemu dziecku, gdy uczyło się chodzić? Czy mogło tę ocenę poprawić? A gdy zaczynało mówić, również je ocenialiście? Na jaką cyferkę? Czy przez pierwsze lata swojego życia, kiedy nie otrzymywało żadnych stopni, nie nauczyło się zupełnie niczego?
A teraz spójrzmy na nas, dorosłych. Czy uczycie się nowych rzeczy? Jeśli tak, to z jakiego powodu? Robicie to, bo macie na to ochotę, czy dla zewnętrznej gratyfikacji? Czy zgadzacie się ze starym powiedzeniem, że czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał? Ilu rzeczy dowiedzieliście się i nauczyliście już jako dorośli, bez żadnego systemu oceniania, tylko dlatego, że jakiś temat po prostu Was zainteresował?
Kwestię motywacji trafnie rozkłada na czynniki pierwsze Daniel H. Pink w książce „Drive. Kompletnie nowe spojrzenie na motywację”, którą bardzo polecam. Autor udowadnia, że metoda kija i marchewki, czyli tradycyjny system kar i nagród, na dłuższą metę nie działa. Co więcej, potrafi skutecznie zabić kreatywność oraz naturalne zaangażowanie. Wystąpienia Daniela Pinka na ten temat można posłuchać w jego popularnej prelekcji w ramach konferencji TED, gdzie opowiada o mechanizmach motywacji na przykładzie świata biznesu.
Dzieci dowiadują się, czym jest ocena, zazwyczaj w pierwszej klasie, mając siedem lat. Wcześniej uczyły się, ponieważ same tego chciały, a zdobywanie nowych umiejętności sprawiało im czystą przyjemność. Wszystko działo się bez przymusu, rywalizacji i presji. Zanim poszły do szkoły, opanowały najważniejsze i najtrudniejsze umiejętności w swoim życiu: chodzenie, mówienie, posługiwanie się sztućcami czy samodzielne ubieranie.
W tradycyjnej szkole ten wektor często się odwraca. Dzieci zaczynają uczyć się po to, żeby dostać dobrą ocenę, żeby uniknąć uwag rodziców, żeby zapracować na świadectwo z paskiem albo utrzymać wysoką średnią.
W tym systemie jedyną oceną, jaką uczeń otrzymuje, jest stopień z rocznego egzaminu klasyfikacyjnego. Co ważne, dziecko podchodzi do tego sprawdzianu w momencie, kiedy jest na to naprawdę gotowe. Może zdać dany przedmiot we wrześniu, w styczniu lub dopiero w czerwcu, w szkole, do której zostało formalnie zapisane. W zależności od placówki, egzaminy odbywają się stacjonarnie lub online.
Komuś, kto całe życie spędził w klasycznym systemie klasowo-lekcyjnym, trudno wyobrazić sobie, że edukacja może wyglądać inaczej. A jednak nauka bez ciągłego oceniania, oparta na zabawie i codziennych doświadczeniach, jest możliwa. Pokazuje ona, jak niesamowicie dużo można przyswoić, kiedy procesowi towarzyszą autentyczne emocje, ciekawość, zaangażowanie oraz wykorzystanie wszystkich zmysłów.
„(...) i tak pomyślałam, że to doceniam w edukacji domowej i właśnie w DomoSzkołe, że ja jestem częścią społeczności mojego dziecka”.
Zatrzymałam się przy tych słowach, gdy otrzymałam je w wiadomości od jednej z domoszkolnych mam.
Myślę, że jedną z najważniejszych wartości, które udało nam się stworzyć w DomoSzkołe, jest właśnie społeczność, czyli żywa przestrzeń, w której równie ważne są dzieci, rodzice i edukatorzy.
To miejsce tworzy się każdego dnia, gdy dzieci spędzają razem czas, uczą się, bawią i budują relacje.
Rodzice znają się nawzajem, rozmawiają, wymieniają doświadczeniami, a czasem po prostu przychodzą, by pobyć z nami, wypić (dobrą!😊) kawę, opowiedzieć o swojej pracy czy przeczytać dzieciom książkę.
W takim otoczeniu ja również nie jestem tylko kimś, kto organizuje zajęcia, ponieważ jako mama dwóch córek jestem częścią tej społeczności z dwóch perspektyw. Razem przeżywamy sukcesy, wspieramy się , wspólnie rozwiązujemy trudności i codziennie obserwujemy, jak dzieci rosną, rozwijają się i stają coraz bardziej samodzielne.
Lubię myśleć o DomoSzkołe jak o miejscu, w którym każdy jest ważny i każdy wnosi coś od siebie.
Bo dla mnie edukacja to nie tylko przekazywanie wiedzy. To przede wszystkim ludzie i relacje.